Analogie do rzeczywistości


Materiał pochodzi z książki:
Trzask Prask, wywiady z Mistrzami polskiego (i nie tylko) komiksu.
Autor: Bartosz Kurc
Wydawnictwo BAJKA, 2004
Materiał został zamieszczony za zgodą autora.

Bogusław Polch
Analogie do rzeczywistości

(fragmenty wywiadu dotyczące Funky'ego, str. 113-123)

...

Jak to się stało, że we wrześniu 1982 roku pojawił się Pan w redakcji powstającej Fantastyki i zaproponował rysowanie komiksu?

Nie zaproponowałem. Nieżyjący juz Adam Hollanek, ówczesny redaktor naczelny Fantastyki utrzymywał kontakty towarzyskie z Krakowem i swoim przyjacielem Skarżyńskim. Profesor Skarzyński był wnikliwym obserwatorem. Polecił mnie. Byłem szczęśliwy. To był autorytet, chociaż osobiście nie przepadałem za Janosikiem. Redakcyjna fama głosiła, że Hollanek z Krakowa przywiózł w teczce Polcha. Żeby było śmieszniej ja w ogóle nie znałem Hollanka. W Warszawie Hollanek zlecił odnalezienie mnie. Tak się złożyło, że ukończyłem właśnie album Rycerze fair play, który robiłem dla UNESCO, więc zaproszenie do redakcji Fantastyki przyjąłem z ochotą. Tamże okazało się, że Parowski napisał tekst o Relaxie dla Ekranu, w którym pochwalił Spotkanie i napisał kilka mądrych rzeczy o mojej twórczości nie wymieniając mnie z nazwiska. Okazało się, że zaginął mu numer Relaxu. Tak więc trafiłem do Fantastyki. Wbrew pozorom nie łatwo było zacząć Kovala. Wstępny scenariusz był miszmaszem różnych motywów fantastyki. Odradziłem tę formułę scenarzystom. Uswiadomiłem im fakt konieczności ciągłości fabuły dostosowanej do bohatera. Jacek powiedział, że bohatera już mamy - Punky Rock. Odparłem, że to słabe. No to wymyśl - odpowiedzieli. I tak rzuciłem - Funky Koval, gdyż według mnie musiał być jakiś polski motyw i konotacja muzyczna. Żyjemy tu i teraz, jeżeli zbierzemy analogie do rzeczywistości, to będzie materiał na przebój.

A temporyści...

To jest właśnie przejaw tego, czego oczekiwał Adam Hollanek. Zakłądał, że mają to być zamknięte epizody, wędrówki po gatunkach itd. My jednak od początku świadomie robiliśmy serial i czekaliśmy, kiedy Hollanek się zorientuje. Ślady epizodyczności oczywiście pozostały. Znam jednak inne tytuły, jeszcze mniej poprawne, które w świecie działają i układają się w całość. Miałem potrzebę wyrzucenia epizodu z temporystami, ale tam po raz pierwszy ukazuje się Miss Lilly. Nie dało się tego usunąć.

Kto wpadł na pomysł, by w komiksie pojawili się jego autorzy?

Ja, dla żartu. Gdy narysowałem kilka osób wzorowanych na redaktorach Fantastyki podchwycili to scenarzyści i namówili mnie na autoportret. Nie kręciło mnie to zbytnio i B. wkrótce zniknął.

Zawsze mnie intrygowało czy za twarzą nieprzekupnego policjanta Vita Devro stoi ktoś prawdziwy.

Wit, Witold. Mój serdeczny przyjaciel. Człowiek wielu zawodów i tysiąca umiejętności. Trafił w końcu do drogówki. Nie zgadzał się z ówczesną rzeczywistością. Ułatwiał znikanie zatrzymanych. Ktoś mu powiedział, że będzie miał kłopoty. Wit uprzedził wydarzenia i zniknął na Antypodach.

Jakie miał Pan ingerencje cenzury czy może wewnątrz redakcyjnej autocenzury?

Adam ostrzegał, nie ingerował. Mówił tylko: "Chłopaki, za ostro jest!". Straszył nas Urbanem. Urban był groźny, lecz miał wtedy poważniejsze zmartwienia niż fantaści. Mówiono, że Urban wiedział, co robimy, ale nie postraszono nas nawet. Śmieszne jest to, że po stanie wojennym magazyn Nie proponował mi współpracę. Odmówiłem, wyjaśniając, że w stanie wojennym kpiłem z Urbana. Powiedziałem to dla jasności sprawy i co więcej, paradoksalnie szanuję pana Urbana za profesjonalizm.

Maciej Parowski zdradził kilka anegdot o kulisach powstawania Kovala. Proszę dodać coś od siebie.

Może nocne telefony do scenarzystów utrudniające im intymność. Czasem narzekał...

Czemu w rocznicowym wznowieniu na 20 lat Kovala nie poprawiono kolorystyki? Zdublowano te same błędy z poprzednich wydań (głównie w drugiej części)?

Niestety, choć idzie ku lepszemu. Egmont wydał dodruk z poprawionym łamaniem (rozkładówki).

Pana narzekania na drukarnie stały się sławne w środowisku komiksowym. Zahaczało to o manię prześladowczą, lecz drukarze potwierdzili Pana pretensje wypuszczając niedawno Żbika w makabrycznej wersji. To nawet za mało powiedziane. Czemu Muza skierowała zeszyty do sprzedaży?

To bubel drukarski. Żbik sam w sobie był drewniany, ale żeby jeszcze to popsuć? Niewłaściwa rozdzielczość, pośpiech. I nawet nie pokazano mi próbnych wydruków. Przykro mi - przepraszam odbiorców.

Przy wydaniu albumowym Funky Kovala dorysował Pan niektóre elementy w tle czy na drugim planie, by połączyć epizody w spójną całość. Czy możemy oczekiwać, iż pojawi się odrestaurowana wersja Kovala, np. z nowym kolorem, z dodanymi planszami, szkicami. Tego typu zabiegi stosują wydawcy zagraniczni, chociażby w przypadku serii Incal czy Lucas z Gwiezdnymi Wojnami.

Przy wznowieniu Kovala mieliśmy bardzo mało czasu. Natomiast przy Wiedźminie były szanse na dodatkowe materiały, lecz osobista idiosynkrazja wydawczyni do Maćka spowodowała, że tego nie było. Nawet nie pozwoliła Maćkowi napisać wstępu!
(...)

Nie da się ukryć, iż w Kovalu zastosował Pan kilka rozwiązań scenograficznych z serii Danikena. Czemu?

To mój znak firmowy. Wymyśliłem sporo elementów, które są podobne np. kosmoloty. Był to zabieg celowy - zakładam taki właśnie kierunek rozwoju technologii kosmicznych. Zasada koleoptera, płatu okrągłego. Przyszłość to pokaże. Generalnie nie lubię udziwnień nietechnologicznych niczemu nie służących. Doświadczeni konstruktorzy na pierwszy rzut oka na projekt wiedzą czy ten sprzęt będzie latał czy nie. Tacy właśnie konstruktorzy powiedzieli mi, że killer ASF podoba się im najbardziej, a także, że z pewnością latałby dobrze. Nosiciel z rozstawionymi, co 120 stopni killerami zyskał opinię: czysta technologia.

Czemu naturalnemu blondynowi - Kovalowi - w trzeciej części wyrosła ciemna broda?

Uważam, że w ciągu kilku lat będzie to normalne. Na całym świecie pracują ludzie, którzy chcą zaspokoić nasze kaprysy. Zmiana koloru włosów czy w ogóle nowe włosy nie będzie problemem. Zresztą uważam, że problemem nie będzie nawet zmiana płci, tak jak obecnie.

Również w trzeciej części Kovala zbliżył się Pan do przerysowań w rysunku, karykatury, co spotkało się z chłodnym przyjęciem przez odbiorców. Co spowodowało, że tak radykalnie wprowadził Pan te elementy?

Między drugą a trzecią częścią Kovala zająłem się dogłębnie fizjonomią i osobliwościami twarzy. Stwierdziłem, że około 10 procent populacji to karykatury same w sobie. Dość intrygujące, więc zakpiłem sobie z kilku hucpiarzy. Analogie w Wiedźminie również są. Niektórych nie musiałem nawet karykaturyzować. Nawiedzone spojrzenia, wybałuszone oczy, piana na ustach, gęby pełne frazesów. Samo życie. Oczywiście mogłem to zrobić łagodniej, lecz niczego nie żałuję.

Pojawił się włamywacz, spec od łamania zabezpieczeń o twarzy Wałęsy.

Antypatii do niego nie ukrywałem nigdy, choć całym sercem byłem za tym, by wygrał. To paradoks, czuję, że wielu ludzi go nie lubiło, ale życzyło mu zwycięstwa na arenie politycznej. Dotknąłem tym Maćka, skrajnego wówczas fana Wałęsy.

W latach 80 był jeden wiadomy wróg, który jednoczył. Zmieniło się to po 1989 roku, również w trójcy autorskiej Parowski - Rodek - Polch.

Poniekąd tak. Na przykład Jacek miał zaszłości peerelowskie. Czowiek związany układami. Dzięki temu dowiedziałem się, kto i kiedy wyrolował KAW z papieru, choćby na Ostatni rozkaz. A było to nowe wówczas wydawnictwo "towarzyskie", więc jak mawiał towarzysz Rakowski: "co nie zabronione jest dozwolone". Maciek był żarliwie katoprawizowy, ja wyznawałem Voltaire'a.

Maciej Parowski bardzo ceni sobie Pana zdolność pokazania gestykulacji, mimiki twarzy, nadawania postaciom cech charakterologicznych. Nie ma tego w szkicu fragmenu Bez litości. Co się stało?

Nic, to jest po prostu mały wyimek większej całości. Mimiki będzie dość. Scenarzyści stworzą początek, środek i zakończenie, ja "dosmaczę" tę porcję bez litości. Zainteresowanych odsyłam do do archiwów prasowych: "Życie Warszawy" nr 236 z roku 2002 zamieściło recenzję Tomasza Lady Nasz człowiek w kosmosie - polecam.

Czy ujrzymy w końcu zakończenie? Maciej Parowski rozpuszcza możliwe wersje kontynuacji. Nowy Koval miał być drukowany w Nowej Fantastyce od stycznia 2004 roku. Co się stało?

Były takie ustalenia łącznie z terminarzem i cennikiem, nie było tylko umowy. Gdy ją otrzymałem pomyślałem, że to Kafka (Franz), ale to był Makowski (Maciej) niestety. Umowa zawierała też kilka paragrafów 22, wedle, których wydawca wydawca mógł dowolnie zmieniać, usuwać kadry, opiniować i cenzurować moją pracę. Odmówiłem podpisania, powiedziałem, że to żenada.

Był Pan gwiazdą Fantastyki. Czemu tak rzadko publikuje Pan tam ilustracje?

Nie lubię się wciskać. Jeśli dobry autor ma chęć na moją pracę, nie odmówię. Markowi Oramusowi nie odmówiłem, gdyż bardzo cenię sobie jego twórczość. Kolega z działu technicznego wydrukował te ilustracje na szaro, widocznie odreagowuje naszą przeszłość. Mam oryginały i mogę je pokazać, są narysowane czarnym tuszem. Chyba muszę otworzyć swoją stronę internetową. Jest co pokazać.

Koval ukazał się w Czechach i na Węgrzech.

Tak. Pamiętam jedną z opinii, Czecha lub Słowaka na jakimś spotkaniu autorskim. Thorgal, fajny je, ne je to Koval. Na Węgrzech również, jak opowiadał Peter Kuczka redaktor Galaktiki strasznie ludzi kręcił. Pamiętam tytuł Funky Koval Kalandjaj, cokolwiek to znaczy brzmi ładnie (śmiech)
[kaland - przygoda, kalandjai - przygody, MS]

Bawił się Pan, denerwował czytając Frankiego Krovę, parodię Kovala?

Raczej się zniesmaczyłem. Adler jest poniekąd moim uczniem, jeśli chodzi o pracę w reklamie. Zaprosiłem go, gdy rysował komiksy dla Resetu, chodził wtedy w dziurawych butach. Zbliżyliśmy się zawodowo. Powiedział, że pracuje z Tobiaszem Piątkowskim na Frankim Krovą. Spytałem, czemu brzmi znajomo. Odpowiedział, że właśnie o to im chodzi. Chciałem zobaczyć tę pracę i określić skalę "pomysłu". Oczywiście pokazał - jedną planszę. Moim zdaniem zmarnowali czas, nie tędy droga. No więc dała im Bozia rączki, za to główek nie dała. Dla mnie Franky Krova to pasożytnictwo, a autorzy - pasożyty zwyczajne jak tasiemce, nawet trochę podobni wymiarami.

Parowski za swój sukces uważa stworzenie Kovala i jako porażkę wymienia, iż nie udało mu się cyklu zakończyć. Jak jest w Pana przypadku?

Dla mnie to sukces niewątpliwy. Działaliśmy bez żadnej reklamy, bez marketingu, bez doradców, trochę jakby wbrew wydawcy zawstydzonemu popularnością serialu.
(...)

W momencie ukazania się Wiedźmin wzbudził falę dyskusji. Był mocno krytykowany. Zarzucono Panu zbytnie odejście od swojej kreski i widoczny pośpiech w pracy. Czy zgadza się Pan z tymi zarzutami?

Zarzut, że Wiedźmin jest rysowany niechlujnie w stosunku do Kovala to zarzut chybiony. Wiedźmin jest po prostu inaczej rysowany, bo dzieje się w innym świecie niż Funky. Koval to świat czysty, techniczny, - świat przyszłości. Wiedźmin - całkiem inny świat, inne narzędzie.
(...)