Kontrakt rysownika


Materiał pochodzi z książki:
Kontrakt rysownika czyli komiksowy żywot Bogusława Polcha.
Autor: Kamil Śmiałkowski
Wydawca: Stowarzyszenie Twórców "Contur", 2009
Materiał został zamieszczony za zgodą wydawcy i autora.

(zamieszczamy fragmenty z wywiadu rzeki, dotyczące Funky'ego)

...

No to pora na Fanky'ego. Jak to się zaczęło?

Od Parowskiego. Jak mówiłem, zobaczył Spotkanie i się zachwycił. Napisał, że to świetne, że poczuł się jak we Francji, wśród prawdziwych nowoczesnych komiksów. I potem jak zakładali Fantastykęzadzwonili do mnie, żebym przyjechał na spotkanie organizacyjne. To było jeszcze przed pierwszym numerem. Ustalali detale, ja się trochę nudziłem, ale wtedy właśnie usłyszałem, że zapraszają mnie do współpracy, że jest zgoda na moje rysunki. A ktoś powiedział, że przecież do pierwszego numeru jest już zaklepany Kasprzak. I to od dawna. Naczelny pisma, Adam Hollanek, był w Krakowie, gdzie miał dużo przyjaciół, m.in. prof. Skarżyńskiego i ten mu polecił Zbyszka. Czyli mogłem zacząć od drugiego numeru. Powiedziałem, że oczywiście wolałbym od pierwszego, ale niech i tak będzie. Skoro już jest klepnięte...

Potem spotkałem się ze scenarzystami. Jacek wyciągnął taki skundlony zeszyt. Potem się dowiedziałem, że to dlatego, że pokazywał go komu sie dało i każdy po przejrzeniu kilku stron rzucał nim w Rodka, albo gdzie się dało dalej. A Jacka strasznie to wkurzało. Tam w środku był pomysł, który Jacek opracował razem z Wiktorem Żwikiewiczem. Seria opowieści w najróżniejszych stylach i klimatach, gdzie gdzie jedynym łącznikiem była postać bohatera. Odcinki miały po trzy strony, więc od razu zaprotestowałem. Ma być po cztery strony, bo tak się robi na Zachodzie. Sprawdziłem, obcykałem, wtedy jest miejsce i czas na wstęp, rozwinięcie i zakończenie. Zgodził się i mówi: "Ale niech to będą jednorazówki i lecimy po różnych gatunkach". Ja się zgodziłem. Przeczytałem ten zeszyt. To się nazywało "Punky Rock". Zaprotestowałem i zmieniłem nazwę. Uważałem, że po co ma być taka obca, skoro może być bardziej swojska, polska, nasza. O od razu mówię im, że robimy longiem. Oni w krzyk, że przecież Hollanek chce jednorazówki, a ja że jedziemy longerem. Zanim tu się zorientują, to będziemy w połowie historii. Machnęliśmy jeszcze tę drugą krótką, dla zmylenia przeciwników - to z temporystami, tam jakaś bzdura wystąpiła. Potem żeśmy z tego wybrnęli, ale szwy oczywiście zostały. Jak na każdym przerabianym garniturze.

Jaki był odbiór tego pierwszego Funky'ego?

Nie było żadnego szału. Raczej reakcje mocno podzielone. Pamiętam taki list do redakcji w którym ktoś napisał, że rysunki jeszcze, jeszcze, ale te teksty... Kto to wypisuje?

(...)

No i najważniejsze pytanie w temacie Wiedźmina - czemu zmieniłeś styl? Przecież wszyscy oczekiwali komiksu w stylu Funky Kovala i się potem zapluli.

Nonsens. Przecież nie moge robić wszystkich komiksów tą samą kreską.

Ale mogłeś. Danikeny i Funky przecież się nie różnią.

Nie całkiem. Funky był bardziej nasycony.

Ale to żadna różnica w porównaniu z przejściem do Wiedźmina.

Uważam, że ta nasza polska fantasy, pszenno-buraczana, tak właśnie powinna wyglądać, a nie być wypicowana zimną, ostrą kreską, tak doskonałą jak w Funkym Kovalu. Funky dzieje się w przyszłości i to bardzo technicznej. A tu nawet rysowanie miecza sprawiało kłopot, żeby ostrze nie było zbyt idealne. Zakaleczenia, wybrzuszenia na klindze. To wszystko musiało byc wiarygodne. Żeby nie było tak piękne, jak w amerykańskich filmach fantasy. poszedłem więc na zywioł i zainspirowałem się średniowiecznymi drzeworytami, takimi trochę przepalonymi. Żeby rysunki też wyglądały jak przeniesione w czasie.

Ale wiesz jak ludzie wtedy reagowali? Stwierdzili, że Ty już nie potrafisz rysować.

Jakbym narysował to jak Kovala, to z kolei byłyby pewnie zarzuty, że w ogóle inaczej nie potrafię. Cokolwiek bym zrobił, zawsze byłoby źle.

(...)

No i na koniec dochodzimy do ponownego podejścia do Funky'ego. Jak idzie?

Parowski i Rodek chcieli zacząć pracę tak jak kiedyś, czyli z numeru na numer, z zarysem przebiegu akcji z grubsza, ale niedopracowanym. Ale mnie to nie odpowiada. Ja chcę tym razem zobaczyć scenariusz. Kompletny scenariusz. Chcę wreszcie wiedzieć co robię!

Ale czy oni tak potrafią?

A właśnie. I tu mogą mieć kłopot.

Tamta metoda miała też swoje zalety.

Miała zalety, bo chociażby aktualizacja wydarzeń politycznych była prawie natychmiastowa. Coś pierdyknęło w polityce to myśmy to już w następnym epizodzie komentowali. To było fajne, ale tym razem ja chcę naprawdę wiedzieć, w co wchodzę. No bo to też sytuacja szczególna - coś się zaczyna wreszcie dziać z tym Funky'm.

A jak należy traktować te parę plansz, które zrobiłeś do zbiorczego wydania?

Ja powiedziałem, że niech robią co chcą, ale to się musi znaleźć w środku. Czy na początku, czy na końcu - dowolnie. "Panowie - obudujcie to sobie mięsem, ale ma być!". Tym będzie zabawniej, że Maciek od początku był krytyczny wobec tego epizodu, chociaż ja mu powiedziałem jak to się miało skończyć, bo miało być 6 stron. I na szóstej planszymiała byc rzecz, która być może mogłaby spowodować konieczność wyjazdu z tego kraju. Poszedłem w takim kierunku, że Maćka to mocno uwierało. A z Jackiem w ogóle tego nie konsultowałem, bo... nie mam nawet takiej potrzeby. Ja nigdy nie miałem potrzeby niczego konsultować. Najwyżej, gdy współpracowaliśmy mówiłem czasem zdecydowane "Nie!" i to wszystko. Bo szczerze mówiąc on się znalazł zupełnie przypadkiem w tym naszym zespole w dużej mierze z powodu układów towarzyskich. Jego ojciec był wtedy jakąś figurą. Chociaż mnie to w ogóle nie interesowało, bo to nie moja sprawa. Ja się w ogóle w zasadzie ludźmi nie interesuję.

Choć tu akurat miało trochę związek z zarządzaniem prawami autorskimi do Kovala i to tak, że z wydania czeskiego nie zobaczyliśmy nawet grosza. No a Jacek nie potrafił wystarczająco jasno ani dla mnie, ani dla Maćka się z tego wytłumaczyć. Dlatego teraz mamy podpisany we trzech bardzo fajny cyrograf. Kiedyś usiedliśmy po jakimś tam kolejnym sukcesie i sobie wymyśliliśmy, że mamy jako trzyosobowa grupa w tym określonym składzie jak najdalej i jak najszczerzej rozpropagować . Każdy kto załatwi jakikolwiek kontrakt miedzynarodowy będzie honorowany dodatkowymi 5% w rozliczeniu. I na tym właśnie bardzo zależało Jackowi i dlatego podpisał. Mimo, że dalej było napisane, że wszelka działalność na niekorzyść grupy podlega stosownemu głosowaniu ze zwykłą większością głosów. I kazdy kto będzie działał wbrew interesowi grupy może zostać z niej wypisany. I każdy podpisał. Teraz Jacek mówi, że nie pamięta szczegółów, ale ja to znalazłem i udostępniłem mu, żeby sobie przypomniał. Że możemy go wygłosować. Ja bym to już pewnie zrobił, ale Maciek jednak jakoś potrzebuje jego wsparcia. To polega na jakichś głupawkach, które przychodzą Jackowi do głowy. W zasadzie Jackowi przychodzą do głowy wyłącznie głupawki i to takie doraźne typu, że ktoś trzyma kogoś za oknem, tamten wrzeszczy "Puść mnie!". No to te puszcza. I mówi "Puściłem."

Może to polega na tym, że Maciek jest za bardzo uporządkowany i potrzebuje odrobiny szaleństwa?

No może, ale żeby to jeszcze były jego własne pomysły. To jest przecież akurat z jakiegoś filmu. To są - w moim przekonaniu - same zaczęrpnięcia. Ale trudno. Jest jak jest. Maćka kłopot, skoro chce - będzie musiał się z nim szamotać. Ja tylko trochę. Zresztą może jestem ciut niesprawiedliwy. Złość przeze mnie przemawia, bo jest w tym trochę złości, że facet, który nigdy nie powinien mieszać, tylko przyłożyć sie i popracować, jakoś nie zdradza większej chęci współpracy. No i zobaczymy co z tego wyniknie. Co mi przyniosą.

Ja tylko dałem ten jeden warunek: "Panowie! Jak Wam nie będzie pasowała ta sekwencja, która już jest, to zróbcie z niej na przykład sen Funky'ego. I w porządku. Nie przeszkadza Wam to wtedy w fabule i już". Choć oczywiście trzeba to będzie dokończyć. Ali Agca nie pokazał sie tam po to, żeby się pokazać, tylko po coś jeszcze.

(...)